
Poznaj historię mojej drogi do produkcji świec – od przypadku do pasji. Zobacz, jak powstała moja pierwsza świeca w szkle i dlaczego zakochałam się w świecach sojowych.
Jak zostałam świeczkarą
Zostać producentką świec? Jasne! Pomysł spadł na mnie nagle jak słoik z półki – bez planu, ale z przytupem. Kieruję się zasadą „co ma być, to będzie”, więc jak już powiedziałam „zrobię Ci te 50 świeczek”, to znaczy, że tak miało być.
Świece zawsze były gdzieś obok – kocham je, wącham, rozumiem. Ale czasem trafia się taki bubel: niby ładna, a pachnie jak karton po mandarynkach. Potem taki słoiczek przestawiam po mieszkaniu, bo szkoda wyrzucić, ale wkurza, bo kurz, bo sierść, bo zero radości. W końcu – śmietnik.
Aż tu nagle: „Monia, zrobisz 50 świec dla klientów?”. No to zrobię. I tak się zaczęło.

Czekolada nie pyta – Czekolada rozumie – moja pierwsza świeca, która do dziś zachwyca Was swoim zapachem gorącej czekolady
Dwa miesiące testów, łez, knotów, które robiły tunele głębsze niż metro w Warszawie. Tonę wosku, tony frustracji. I ten moment, gdy myślisz, że masz już wszystko… i wchodzi nowy olejek. I wszystko od nowa.
Ale gdy już wszystko zagrało – receptury, knoty, etykiety – to poczułam dumę. One były moje, pachniały jak trzeba i wyglądały tak, że chciało się je odpalać bez okazji.
Teraz każda świeca w szkle to osobna historia. Każda z moich świec sojowych to efekt pasji, prób i ogromnej radości tworzenia. I choć zaczęło się od „zrobisz 50?”, wiem, że to dopiero początek.
Monika