
Rękodzieło i social media to nie zawsze łatwe połączenie. Przeczytaj, jak wyglądała moja przygoda z promocją świec sojowych na Instagramie – bez ściemy, z serca.

Zderzenie z Instagramem – czyli rękodzielnik w świecie social mediów
Całą radość z tworzenia świec sojowych psuła mi jedna świadomość: teraz trzeba je pokazać światu. Ja – marketingowiec z wieloletnim doświadczeniem – zderzyłam się z instagramową rzeczywistością. A Instagram… to nie ta bajka 😊
Social media a promocja świec sojowych – łatwo nie było
No ale jak już powiedziało się A… Założyłam konta (łatwizna), ustawiłam bio, wrzuciłam kilka grafik. No i co? Nic. Bo skąd ktoś ma wiedzieć o moim koncie, jeśli nikt go nie zna?
Czułam się jak ziarenko piasku na ogromnej plaży. Znajomi chwalą: „Świeczki pachną obłędnie!”, „Chcemy więcej!” – ale poza nimi, których mogę policzyć na palcach dwóch rąk, nikt o mnie nie wie.
Pierwsza reklama na Instagramie – i pierwsze zaskoczenie
No to: sru, puszczam reklamę. Bach – 200 zł poszło. I ile serduszek dostałam! Duch przedsiębiorcy we mnie odżył. Ale…
Zaraz potem pojawiły się wiadomości: o pomoc, o licytację, o bony – na chorobę, na rehabilitację, na tatę, na mamę, na prezent, bo bieda w domu. Myślę: „Przecież jak wyślę kilka świec, to nic się nie stanie. Pomogę…”
Ale te prośby się nie kończyły. Dopóki leciała reklama, skrzynka nie cichła.
Algorytmy, odpowiedzi i wypalenie
A człowiek przecież musi odpisać na wszystko – bo jak nie, to algorytmy uznają firmę za nieaktywną, a co za tym idzie – niegodną zaufania. A ja chciałam stworzyć moją małą manufakturę. Miejsce, które pachnie ciepłem, spokojem i naturalnymi olejkami eterycznymi.
Ale jak mam rozdawać świeczki na prawo i lewo, to z czego kupię kolejne woski, słoiczki i olejki zapachowe?
Wnioski?
Instagram nie jest łatwą platformą dla małych rękodzielników. Wymaga czasu, wyczucia, budowania relacji – i sporej odporności psychicznej.
Zobaczymy co będzie dalej…
w kontakcie 🙂
Monika