Z drżeniem serca, ale też dumą i ekscytacją, puszczam moje świece w świat! Tak, wiem, mała jednoosobowa manufakturka, ledwie kilka świec (ale za to jakich!), a tu trzeba konkurować z gigantami pachnącymi na pół kilometra. Ale jak mawiają mędrcy: raz kozie śmierć!

Idę za ciosem – wymyśliłam swoje świece i teraz dzielę się nimi z Wami! Co je wyróżnia? Przede wszystkim są moje – każdą robię ręcznie, z taką dawką miłości i skupienia, że aż dziwne, że jeszcze nie pękłam. W trakcie produkcji zero rozpraszaczy, nawet na pytanie „co na obiad?” nie odpowiadam – bo liczy się tylko zapach.
A ten musi być idealny. Jeśli mnie nie zachwyci – bez sentymentu ląduje w koszu. Moje świece pachną tak, że gdy wchodzisz do domu, nie czają się nieśmiało w kącie, tylko witają Cię z otwartymi ramionami. Otulają dokładnie tym, czego akurat potrzebujesz: spokojem, czekoladą (bo czekolada to zawsze dobry pomysł), podróżą do toskańskiej winnicy pełnej dojrzewających winogron albo – nie oszukujmy się – subtelnym zaproszeniem do pocałunku przy blasku świec. I nie, tu nie ma miejsca na pytania w stylu: „To pachnie czy nie pachnie?” – pachnie! Ma pachnieć intensywnie, obłędnie i działać na emocje.
Zapachy? Wojna w internetach!
Aromaty – temat, który wciągnął mnie w czeluści internetowych debat. Jedni mówią, że tylko zapachowe, inni, że absolutnie tylko eteryczne. A ja? Idę za nosem! Wybieram te, które są sprawdzone, certyfikowane i jak najbardziej naturalne. Nie krzyczę, co lepsze, nie kłócę się w komentarzach – po prostu daję Wam moje świece do powąchania i sami zdecydujecie, co działa najlepiej.
Najważniejsze? Lubi je każdy! Młodsi, starsi, ci w kwiecie wieku, a nawet zwierzaki. No i oczywiście – eko, zero plastiku, zero chemikaliów.

Knoty, czyli moja droga przez mękę!
Wosk? 100% czysty, naturalny, sojowy – choć już kombinuję nad pszczelim. Knoty? Bawełna lub bawełna z papierem.Drewniane? Nie, dziękuję. Miały być romantycznie skwierczące, a skwierczą jak mokry chrust i jeszcze brudzą wosk. Walka z knotami to była osobna epopeja, moi domownicy do dziś przestawiają moje testowe słoiczki, a ja mam niemal doktorat z „knotologii” – stąd nazwa!
Ekologia, ale na serio
Szklane słoiczki – z metalową nakrętką, bo mają żyć dłużej niż jedna świeca. Możesz zrobić z nich słoik na sałatkę, pojemnik na przyprawy, przetwory (moja mama tak robi!) albo po prostu wlać kolejną porcję wosku. Tak samo z opakowaniami – zero plastików, same eko rozwiązania. Moje kartony po użyciu mogą trafić do kominka albo do recyklingu – żadnych lakierowanych, błyszczących śmieci, które tylko wyglądają ładnie, a potem i tak lądują w koszu.

No dobra, na pierwszy wpis wystarczy. Mam nadzieję, że moje zapachy dadzą Wam moc, otulą jak kocyk i sprawią, że świat choć na chwilę stanie się przyjemniejszy!
Niech Wam pachnie!
Monika z knotologicznie